piątek, 2 stycznia 2015

Rozdział 6- Wiecznie inna.

Obudziło mnie donośne pikanie budzika. Oh, dzisiaj rozpoczęcie roku. Mineły 3 dni od kąd tu jestem. Przez ten czas nie robiłam nic ciekawego. Najwięcej czasu spędzałam z siostrą na zakupach i w pokoju. Tutaj rok szkolny zaczyna się parę dni później niż w Angli dzięki czemu miałam te 3 dni wolnego. Niechętnie podniosłam się z łóżka i weszłam do garderoby w której wybrałam odpowiednie ciuchy. Popędziłam do łazienki i opłukałam twarz zimną wodą po czym zaczęłam się malować. Po wykonaniu makijażu, ubrałam na siebie przyszykowany strój i zrobiłam sobie fryzure. Spojrzałam w lustro, i cóż. Nie jest tak źle. Zrobiłam sobie zdjęcie i wysłałam swojej przyjaciółce. Wzięłam wszystkie potrzebne rzeczy i zeszłam na dół gdzie siedziała moja siostra. Usiadłam do stołu i zaczęłam zajadać się naleśnikami. 
- Dzisiaj Joe'go nie będzie na noc. - Oznajmiła. - Ma dużo pracy i zostaje w biurze. 
- Okay. - Odpowiedziałam. 
Nie robiło dla mnie różnicy czy on będzie czy też go nie będzie. Nie spędzamy ze sobą czasu i praktycznie wcale nie rozmawiamy. Mojego brata za bardzo pochłonęła praca.
- Podoba ci się Benjamin? - Zapytała przez co zachrztusiłam się piciem. 
- Zgupiałaś? To tylko kolega. - Przewróciłam oczami.
- Od tego się zaczyna. - Mruknęła.
- Alice, nie jesteś moją matką żebym ci mówiła jak jest. Od tego mam Eveline. - Burknęłam i wstałam do stołu. - Wychodzę ! - Krzyknęłam i zniknęłam za drzwiami. 
Do szkoły mam 20 minut drogi więc nic mi się nie stanie jak się przejdę. Włączyłam muzykę i zaczęłam cicho śpiewać. Niespodziewanie poczułam jak ktoś łapie mnie za ramie przez co gwałtownie odskoczyłam. To był Benjamin, mój nowy przyjaciel. 
- Porąbało Cię?! Wiesz jak mnie wystraszyłeś?! - Naskoczyłam na niego a on wybuchł śmiechem. - Jeszcze raz takie coś będzie miało miejsce a zrobie ci takie paranormal activity, że się posrasz. - Warknęłam i ruszyłam przed siebie.
- Nie denerwuj już się tak bo złość piękności szkodzi. - Dorównał mi kroku.
- Mi już nie zaszkodzi.
- Co ty w ogóle gadasz? - Złapał mnie za rękę i obrócił ku sobie. Wyrwałam mu swoją dłoń i pokręciłam ze zrezygnowaniem głową po czym zaczęłam iść. - Gwendolyn ! - Próbował mnie zatrzymać.
- Zostaw mnie, Ben. - Próbowałam go zwabić.
- Posłuchaj mnie. - Szedł obok mnie. - Jesteś śliczną dziewczyna i nie waż się tak więcej gadać. 
- Bo co mi zrobisz? To moje zdanie i nie będziesz mi rozkazywać. 
- Widocznie twoje zdanie jest złe.
- O co my się w ogóle kłócimy? - Przystanęłam i spojrzałam na niego. - Chodź już bo się spóźnimy. - Mruknęłam. 
Po 10 minutach doszliśmy pod znienawidzony przez wszystkich budynek. Gdy przekroczyliśmy przez próg większość osób zwróciło na nas uwagę. Nie wiedziałam o co może im chodzić. 
- Na co oni się tak gapią? - Szepnęłam do bruneta.
- Na nas. - Cicho się zaśmiał. 
- Cześć Benjamin. - Powiedziało pare dziewczyn.
- Ale dlaczego? O co tu chodzi? - Dopytywałam.
- Jestem popularny. - Przyznał.
- Ty co? - Zdziwiłam się. - Nie zadaje się już z tobą. - Mruknęłam i weszłam do sekretariatu. 
Za biurkiem siedziała blondynka w okularach. Jej wzrok nie należał do najlepszych.
- Dzień dobry. - Przywitałam się. 
- Czego sobie życzysz? - Wzdrygnęłam się na ten głos.
- Przyszłam po kluczyk do szafki. Jestem nową uczennicą. Gwendolyn Jones.- Przywitałam się. 
- Ach tak, podejdź tutaj. - Wyjrzała z nad papierów. Zrobiłam to co chciała i podała mi rzecz po którą przyszłam. - Mam poszukać kogoś aby oprowadził cię po szkole? 
- Nie, nie trzeba. Już zdążyłam zakolegować się z jednym uczniem, więc mi wszystko pokaże. - Uśmiechnęłam się lekko. - Dowidzenia. - Pożegnałam się i wyszłam. Z ulgą odetchnęłam ale po chwili zostałam przyparta do ściany. 
- Co ty robisz? - Podniosłam głos. - Najadłeś się jakiś chalucynków czy coś? 
- Dlaczego nie chcesz się ze mną zadawać? Co z tego, że jestem poplurany, Gwenny? - Zapytał ze smutkiem w oczach. Gwenny. Nikt nigdy tak do mnie nie mówił. 
- Przecież ja żartowałam. - Widocznie wziął to na poważnie.
- Ty wredoto ! - Zaczął mnie gilgotać ale bez skutecznie.- Dlaczego się nie śmiejesz? - Zdziwił się.
- Nie mam łaskotek. - Wzruszyłam ramionami i poszłam przed siebie. 
Dziewczyny porzucały mi nienawistne spojrzenia. Oh, czuje, że nie będzie fajnie. Benjamin dogonił mnie po chwili. Doszliśmy do naszej klasy i weszliśmy do środka. Czyli nie będzie apelu. Uśmiechnęłam się zadziornie. Spojrzenia wszystkich wylądowały na nas. Przełknęłam ślinę po czym powiedziałam: dzień dobry: do nauczycielki i usiadłam z chłopakiem w ostatniej ławce. 
- Jesteś Gwendolyn , tak? - Uśmiechnęła się do mnie.
- Tak, proszę pani. - Odparłam niepewnie.
- Więc dzieciaki powitajcie naszą nową uczennice. 
Niektórzy patrzeli na mnie z gniewem, inni się uśmiechnęli i przywitali a jeszcze inni patrzyli w niedowierzeniu. Dziwni są ci ludzie. Nauczycielka podała nam plany lekcji po czym zaczęła nas wprowadzać. Po 30 minutach wyszliśmy z klasy. Chłopak postanowił przedstawić mnie swoim znajomym więc wychodząc na zewnątrz podeszliśmy do grupki osób składających się z 3 chłopaków i 1 dziewczyny. Nie zwróciłam na nich większej uwagi. 
- Cześć. - Odezwał się pierwszy Ben. 
- Siema. - Odpowiedzieli chórem. 
Jeden z nich pisał sms i był zapatrzony w ekran. 
- Umm, to jest Gwendolyn. - Przedstawił mnie na co inni powiedzieli mi krótkie hej oprócz tego chłopaka.
- To jest Jacob, Susanne, Austin i Fabien. - Wskazywał na nich pokolei. Uśmiechnęłam się i w pewnym momencie Fabien, chłopak który wgapiony był w telefon, podniósł głowę i spojrzał wprost na mnie a ja na niego. To co zobaczyłam przeskoczyło moje najśmielsze oczekiwania. Poczułam jak brakuje mi tlenu a mój brzuch się skurczył. Wstrzymałam oddech. 
- To ty. - Wyszeptaliśmy równocześnie i spojrzeliśmy na siebie jeszcze bardziej zdziwieni. To był ten sam chłopak co ze snu ! Boże ja chyba wariuje. 
- Oh, to wy się znacie? - Odezwała się Susanne. 
- T-tak. To znaczy nie - Odpowiedzieliśmy ponownie w tym samym czasie. 
- Jak to możliwe? - Przybliżył się do mnie. 
- N-niewiem. - Zająkałam się i również się przybliżyłam. Dzieliły nas centymetry. Szatyn wyciągnął dłoń aby dotknąć mojego policzka lecz w ostatniej chwili mu przeszkodzono.
- Powie ktoś o co tu do cholery chodzi? - Wtrącił Ben. Spojrzeliśmy na niego zdezorientowani.
- Sam chciałbym wiedzieć. - Odezwał się Fabien i wzruszył ramionami. Nagle stał się taki obojętny. 
- To tylko sen. Zaraz się obudzę. - Powiedziałam histerycznie. 
- Hej Gwenny, uspokój się. - Przeraził się mój przyjaciel i podszedł do mnie po czym złapał mnie za ramie. 
-  Jak ja mam się uspokoić?! - Podniosłam głos.- Koleś który do tąd cały czas mi się tylko śnił, nigdy nie widziałam go na oczy, myślałam, że to tylko moja wyobraźnia a on nagle staje przedemną i jest tak samo zdziwiony jak ja ! 
- Fabien ci się śnił? - Uniósł prawą brew.
- No tak ! - Krzyknęłam. 
- Skąd jesteś? - Zapytał szatyn. 
- Z Angli.
- To niemożliwe. - Mruknął i podrapał się po głowie. - Może kiedyś się spotkaliśmy? To znaczy ja nigdy nie byłem w Angli ani w żadnym innym kraju prócz tego ale może ty byłaś? 
- Nie. Ja nigdy tutaj nie byłam. 
- Jesteście dziwni. - Stwierdził Austin. 
- Może zostawimy ich samych? - Zaproponował Jacob na co zmroziliśmy go wzrokiem. - Dobra, może lepiej nie. 
- My już lepiej z Gwen pójdziemy. - Benjamin złapał mnie za rękę i poprowadził w stronę domu. Cholera, ja chyba majacze...



Fabien.


niedziela, 5 października 2014

Rozdział 5 - Wiecznie Inna

Poczułam lekkie szturchnięcie w bok. Wymamrotałam coś pod nosem i obróciłam się w drugą strone nie przejmując się tym co dzieje się w okół mnie. 
- Gwendolyn do jasnej cholery wstawaj ! - Krzyknął mi nad uchem Joe. 
Wystraszyłam się i z nadmiaru głośnego dźwięku aż podskoczyłam. Przetarłam rękami oczy i popatrzałam na rodzeństwo z dezaprobatą. 
- Czy was do końca porąbało? - Zapytałam oburzona.
- Jesteśmy już na miejscu od paru minut i próbujemy cię obudzić ! W końcu jaśnie pani raczyła wstać.. - Wymamrotał. 
Westchnęłam i wyszłam powoli z auta. Wyprostowałam nogi i obejrzałam wzrokiem okolice. Było tu pięknie ale i tak wole Anglie. Spojrzałam przez ramie za siebie. Rodzeństwo wynosiło walizki z bagażnika. Wzruszyłam ramionami i nie zamierzałam im pomagać. Niech się trochę pomęczą.
- To nasz dom ? - Zapytałam wpatrując się w ogromną przepiękną wille.
- Tak. Widzę , że ci się podoba. - Odparła wymijając mnie Alice. 
- O takk.- Odpowiedziałam z zachwytem. 
Dom był boski. Był nawet z basenem! Przed nim stało piękne czerwone auto. Nie potrafie określić jaki to model ponieważ nie bardzo się na nich znam. Szybko wbiegłam do domu uważnie mu się przyglądając. Alice podeszła do mnie i zaprowadziła mnie do mojego pokoju
Był niesamowity. Piękny widok na morze, ogromne łóżko i do tego połączona łazienka. 
Zaczęłam skakać w okół własnej osi. Nie mogłam w to uwierzyć. 
- Jezu dziękujee ! - Krzyknęłam i przytuliłam siostre.- Jest piękny. 
Bardzo mi się tu spodobało lecz i tak będę tęsknić za Anglia. Opadłam zmęczona na łóżko. Westchnęłam. Może nie będzie tutaj aż tak źle jak mi się wydawało. 
Podeszłam do jednych z drzwi i nacisnęłam na jakiś guzik. Weszłam zachwycona do pomieszczenia. Miałam swoją własną garderobe. Było tu wiele nowych ciuchów. Rozmarzona poszłam do łazienki pod prysznic. Gdy skończyłam się myć owinęłam się zgrabnie ręcznikiem i podeszłam do lusta.   Spojrzałam w swoje odbicie i lekko się wdrygnęłam. Piękniejsza nie będziesz- Odparł mój umysł. Zrezygnowana westchnęłam i nałożyłam lekki makijaż. Zdjęłam z siebie ręcznik i ubrałam się w to. Następnie wyszłam na balkon i podziwiałam widoki. Zrobiłam się strasznie głodna. Zeszłam na dół i już po chwili znalazłam się w kuchni. Wszystko w tym domu było wielkie i piękne. Na stole leżały gofry. Usiadłam i zaczęłam je jeść. Mmm.. Były pyszne. Wzięłam swoja torebke i wyszłam na dwór. Postanowiłam pozwiedzać okolice. Poszłam przed siebie nieznanymi mi uliczkami. Po drodzę wstąpiłam do jakiegoś sklepu i zamówiłam sobie kawe mrożoną z racji tego iż był upał a mi się zachciało pić. Zapłaciłam i wyszłam z kawiarni popijając napój. Usiadłam na jednej z ławek obok fontanny i wybrałam numer przyjaciółki. Odebrała po paru sygnałach.
- Eve? - Zapytałam.
- Gwendolyn ? Hej !- Odparła ucieszona.
- Hej. - Odpowiedziałam z uśmiechem. - Tęsknie. - Dodałam.
- Ja też kochana a teraz opowiadaj jak tam jest ! Poznałaś jakiś fajnych chłopców ? 
- Oj Evelyn ty myślisz tylko o jednym. A tak wracając do pytania to jest tu super ! Tyle , że bez was to nie to samo. - Posmutniałam na moment.- Mam dom z basenem ! Potem zrobi kilka fotek i ci wyśle. 
- Jezu to fajnie! Ja też tak chce ! Przyjeżdzam do ciebie na wakacje.- Zaśmiała się.
- No pewnie , że przyjeżdzasz. A teraz musze już kończyć bo będą się martwić. Pa , kocham cię. - Powiedziałam.
- Ja ciebie też , pa.- Odparła i się rozłączyła. 
Wstałam z ławki i spacerkiem wróciłam do domu. A raczej jeszcze do niego nie doszlam bo postanowiłam iść na plaże. Nie było zbyt wielkiego tłumu. Usiadłam na piasku i odwrócilam twarz w stronę słońca. Promienie padały mi na twarz. To takie uspokajające. Po chwili poczułam , że ktoś usiadł obok mnie. Spojrzałam na ta osobe. Był to przystojny i umięśniony brunet. Jego niebieskie tęczówki wpatrywały się we mnie z wytchnieniem.
- Hej. Jestem Benjamin a ty ?- Powiedział świdrując mnie od góry do dołu wzrokiem.
- No cześć. Gwendolyn. - Odparłam trochę nieśmiało na co chłopak uśmiechnął się łobuzersko.
- Nie jesteś stąd prawda ? Nigdy jeszcze cię tu nie widziałem.
- No tak. Jestem z Angli. Dzisiaj się przeprowadziłam. 
- Idziesz ze mną popływać? - Zapytał rozmarzonym głosem.
- Przykro mi ale nie mam stroju. - Odparłam smutno.
- Zawsze możesz się kąpać w bieliźnie. - Odparł roześmiany. 
- No wiesz. - Odparłam oburzona. 
- Oj nie gniewaj się. To tylko żart.- Uśmiechnął się przyjaźnie.
- Zaraz wracam. 
- Gdzie idziesz ? - Spytał gdy już się podniosłam.
- Po strój. Mieszkam tutaj zaraz przy plaży. W tym domu. - Odparłam wskazując na niego palcem i pobiegłam. Dosłyszałam jeszcze tylko ciche WOW. Wparowałam do domu jakby mnie ktoś gonił. Szybko wbiegłam na górę , do pokoju i ubrałam na siebie stój. Na niego założyłam poprzednie ubranie i szybko pobiegłam z powrotem na plaże. Gdy chłopak mnie zauważył , szeroko się usmiechnął ukazując swoje równe białe zęby. Po chwili już siedziałam obok niego. 
Zdjęłam z siebie ubranie i mając na sobie już tylko strój zanurzyłam się w wodzie. Niespodziewanie chłopak znalazł się obok mnie i zaczął chlapać mnie wodą. Troche popływaliśmy i przy tym dużo się śmialiśmy. Dowiedziałam się o nim co nieco a on o mnie. Miło spędziłam z nim czas. O 19 przyszłam do domu. Rodzeństwo zastałam rozlegujących się na kanapie. 
- A gdzie to się tyle czasu było? - Zapytał Joe.
- Na plaży. 
- Sama ? - Dopytywała Alice.
- Nie , z kolega. - Odparłam krótko i poszłam do swojego pokoju. Przebrałam się w piżame i runęłam na łóżko, zabierając laptopa ze sobą. Weszłam na facebooka. Mialam jedno zaproszenie do grona znajomych. Spojrzałam na nie i okazał się nim być Benjamin. Przyjęłam je i już po chwili dostałam od niego wiadomośc z treścią :
- Słodkich snów księżniczko ;* - Uśmiechnęłam się i mu odpisałam.
- Wzajemnie :) 
Odłożyłam lapka i znudzona poszłam spać. To był męczący dzień.



Podoba się = Kom :)


środa, 1 października 2014

Rozdział 4 - Wiecznie Inna.

Obudziłam się z niechęcią o 9 nad ranem. Dzisiaj nie idę do szkoły bo muszę się niestety pakować. Już za pare godzin mnie tu nie będzie. Wyjadę do zupełnie innego miejsca. Usiadłam na skraju łóżka wpatrując się ze smutkiem w podłogę. Dlaczego musiało to spotkać akurat mnie ? Nie chce się rozstawać z przyjaciółmi. Westchnęłam i podeszłam do szafy z ciuchami. Dlugo zastanawiłam się nad tym w co się ubrać ale w końcu wybrałam i poszłam do łazienki. Ściągnęłam ubrania i weszłam pod prysznic. Umyłam się i wyszłam po 15 minutach. Nie suszyłam włosów bo wiedziałam , że po krótkim czasie mi wyschną. Nałożyłam delikatny makijaż i ubrałam  : To : poczym wyszłam z łazienki. O 11 miała być u mnie Eve. Musiałam spędzić ten czas z nią. Będę tak strasznie tęsknić. Nie wiem nawet czy jestem w stanie bez niej wytrzymać. Zeszłam na dół i zastałam tam znienawidzoną siostre. Zrobiłam sobie kanapki i nalałam soku do szklanki. Usiadłam przy stole jedząc śniadanie. 
Było strasznie cicho bo żadna z nas się nie odezwała. Nie miałam nawet ochoty z nią gadać. Spojrzałam na telefon i już miałam wychodzić z domu gdy Alice mnie zatrzymała,
- Gwen , przykro mi. Nie miej do mnie żalu. Tak po prostu będzie dla nas lepiej.- Powiedziała ze smutną miną.
- Nie Alice. Wcale nie będzie lepiej ! Przynajmniej nie dla mnie. - Wycedziłam przez zęby i wyszłam z domu trzaskając przy tym drzwiami. Miałam już tego dość. Nikt nie liczy się z moim zdaniem. Kierowałam się w stronę parku. Musiałam trochę od reagować. Usiadłam na ławce i zatoczyłam się w swoich myślach. Puściłam muzykę i zaczęłam nucić.
" Zanim odejdę, Nim odejdę stąd , 
Chwyć za rękę mnie , chwyć za rękę mą.
Pójdziemy razem tam , 
Chaos nigdy nas nie dosięgnie "
Poczułam jak ktoś siada na ławce obok mnie. Spojrzałam w prawo i zobaczyłam Justina który był jakiś przybity. 
- Co tu robisz ? - Zapytałam.
- Poszłem sie przejść i ... Zauważyłem ciebie. - Odparł zmieszany.
- Okej. 
- Okej ? 
- Okej. 
Przysunęłam się bliżej chłopaka i oparłam głowę na jego ramieniu. Przez ułamek sekundy poczułam bezpieczeństwo. Tak. Tak właśnie działał na mnie mój przyjaciel. Czułam się przy nim bezpieczna. 
- Justin ? 
- Tak ? - Uśmiechnął się.
- Będę strasznie tęsknić. - Powiedziałam a po moim policzku spłynęła łza. 
Złapał mnie rękami po obu stronach mojej twarzy i otarł mi kciukiem łzę..
- Ja za tobą też , Gwen. - Po tych słowach pocałował mnie czule w czoło. 
Był taki opiekuńczy i kochany. Wtuliłam się w niego i siedzielismy w ciszy przez kilka minut. Spojrzałam na telefon. Była godzina 10:13. Pora się zbierać. 
- Muszę już iść. - Powiedziałam i zerwałam się z miejsca.
- Odprowadzę cię.- Odpowiedział i objął mnie ramieniem. Tak ruszyliśmy w stronę mojego domu. Niektórzy mogą myśleć , że jesteśmy parą ale Jus jest dla mnie jak brat. To moja druga rodzina. Zawsze jest przy mnie w trudnych chwilach i mogę na niego liczyć tak jak na Eve. Nie to co moje prawdziwe rodzeństwo które myśli tylko o swojej dupie. Dotarliśmy na miejsce po paru minutach. Trwało to dłużej niż zwykle ponieważ szliśmy spacerem. Pożegnałam się z przyjacielem i dałam mu buziaka w policzek po czym weszłam do domu i od razu udałam się na górę. Postanowiłam jeszcze poczytać książke " Delirium " . Nudziło mi się więc i tak nie miałam nic innego do roboty. Niedługo po tym przyszła Eve. Pomogła mi się spakować. Gdy skończyłysmy była 14 a za godzinę jadę. Opadłam zmęczona na łózko. Obok mnie położyła się Eve. 
- Jak myślisz ... odnajde się tam ? - Zapytałam przyjaciółki.
- Nie wiem Gwen. - Powiedziała smutno.- Ale na pewno zdobędziesz wielu znajomych. Jesteś wspaniałą osobą. 
Już nie wytrzymalam i poczułam jak łzy strumieniami leciały mi po policzkach. Przytuliłam się do przyjaciółki i za wszelką cene nie zamierzałam jej puszczać. Ona od razu odwzajemniła uścisk i poczułam mokrą ciecz która spływała po jej twarzy. Biedna Eve. 
Leżałyśmy tak do 14:55. W końcu musiałam ją puścić. Wzięłyśmy walizki i zeszłam powoli na dół. Oni czekali przed autem. Rozejrzałam się ostatni już raz po pomieszczeniu i wyszłam z domu , zamykając go na klucz. Te wszystkie chwile spędzone tutaj owładnęly mój umysł. Myśl , że ktoś inny będzie tutaj teraz przeżywał swoje nowe przeżycia , wcale mnie nie pocieszała. 
Joe spakował moje walizki do bagażnika i wsiadl razem z Alice do samochodu. Przytulilam mocno przyjaciółke. 
- Kocham cię Eve. - Wyznałam. 
- Ja ciebie też. - Odparła płacząc wraz ze mną. 
Po chwili dołączył do nas Justin i jego też mocno przytuliłam. 
- Do zobaczenia.- Powiedziałam smutno do przyjaciół i wsiadłam do pojazdu.
Teraz zaczynam nowe życie w innym miejscu...


KOM <3



sobota, 20 września 2014

Rozdział 3 - Wiecznie inna.

Znowu.Znowu On. Znowu to miejsce.Po woli już mam tego dość. Nie mogę przez to normalnie funkcjonować. Poczułam mocne ukłucie w okolicach kostki. Przystanęłam. Zaczęłam się rozglądać do okoła.Nic.Pustka.Ani jednej żywej duszy. Byłam tutaj całkiem sama. Jedyne towarzystwo pełniły mi drzewa których jak zwykle było pełno. Zresztą czego ja mogę się spodziewać po lesie ?
Jedyne co mnie teraz martwi jest to , że nie ma ze mną Jego. Poczułam się okropnie. Muszę go przecież znaleść !
- Halo ! Jest tu kto ?! - Krzyczałam ile sił.
Nikt nie odpowiadał. Po chwili rozpoczęłam swoją wędrówkę. Szłam przed siebie i miałam nadzieje , że go znajdę. A co jeśli coś mu się stało?.. Jeśli On.. Nie. Nie mogę tak myśleć. Mijały godziny a ja dalej nic nie znalazłam. W końcu z braku sił opadłam na ziemię i zaczęłam szlochać. Wydawało się jakby to była wieczność. Nagle dotarł do mnie dzwięk złamanego patyka. Ktoś tu jest. Przynajmniej tak mi się wydaje. Szybko i cicho podniosłam się z miejsca i schowałam się za drzewem. Obserwowałam otoczenie lecz nic nie widziałam. Poczułam oddech na moim karku i gwałtownie się odwróciłam. To był On. Zakrył mi usta ręką i wpatrywał się w moje tenczówki. Jednym palcem u lewej ręki pokazał mi znak abym była cicho. Pokiwałam głową a on mnie puścił i przysunąl się do mnie tak blisko , że stykaliśmy się ramionami. 
- Musimy uciekać.-Szepnął mi do ucha. - Oni tu są.
Serce zaczęło bić mi co raz mocniej. Odwróciłam swoją twarz tak abym mogła mu się swobodnie przyjżeć. Chwycił mnie za rękę i rzuciliśmy się do biegu. 
W mojej głowie słyszałam już tylko dzwięk budzika. Oh, Głowa mi pęka ! Rzuciłam w niego poduszką i usiadłam na skraju łóżka wpatrując się przez chwilę w podłogę. Postawiłam nogi na chłodną posadzkę i ruszyłam do łazienki. Spojrzałam w lustro. Wyglądałam koszmarnie. Włosy były poukładane w różne strony i wyglądałam jakbym całą noc nie spała chociaż było inaczej. Podkrążone oczy. Nic do dać nic ująć. Musiałam płakać do późna aż w końcu zasnęłam. Po spotkaniu z Justinem od razu poszłam do domu i rzuciłam się na łóżko. Mimo próśb siostry nie otwierałam drzwi. Miałam wszystkich w dupie tak samo jak oni mają mnie. I pomyśleć , że będę musiała opuścić Jus'a i Eve. Nie dam sobię z tym rady. Są dla mnie jak rodzeństwo. Zawsze mnie wspierali w trudnych chwilach a teraz to wszystko ma się zmienić. Ostatni dzień szkoły tutaj. Weszłam pod prysznic i chociaż na chwilę się zrelaksowałam. Po paru minutach wyszłam i okryłam się ręcznikiem. Wyciągnęłam z szafki białą bluzkę z napisem : One Love : , czarne krótkie spodenki , czarne podkolanówki i sweterek również w tym samym kolorze. Zaczęłam powoli się ubierać. Gdy już to zrobiłam , nałożyłam lekki makijaż i rozczesałam włosy. Zanim wyszłam z łazienki musiałam je jeszcze troche podsuszyć. Usiadłam na łóżku z torbą i zaczęłam się pakować słuchając przy tym muzyki Toma Odella - Another Love . Po spakowaniu torby zeszłam na dół i wyciągnęłam z lodówki wodę. Założyłam buty i szybkim krokiem ruszyłam do szkoły. Oczywiście z Eve. Powiedziałam jej o wszystkim i biedna się rozpłakała a ja nie mogąc na to patrzec również to zrobiłam. 4 pierwsze lekcje minęły bardzo szybko. Na przerwie poszłam z przyjaciółmi na stołowkę, zjeść Lunch. Na tacy znajdowały się frytki , woda i ketchup. Każdy wybierał sobie co chciał. 
- Gwen tak bardzo będzie mi ciebie brakować. Nie wytrzymam z tęsknoty . - Powiedziała Eve. Justin wydawał się nieobecny. W jednej chwili zawalił się mój cały świat. 
- Mi ciebie też Eve, Nawet nie wyobrażasz sobie jakie to dla mnie trudne. Nie chcę was opuszczać. 
- Kochamy cię .- Powiedział Justin i zrobilismy grupowy uścisk. 
- Ja was też. - Odszepnęłam.
Kolejne lekcje minęły równie szybko jak poprzednie. O godzinie 14:56 byłam już w domu. 
Nie miałam ochoty na jedzenie więc od razu poszlam do pokoju. Alice musiała uslyszeć jak wchodzę bo od razu weszła do mojego pokoju. Próbowała mi wszystko wyjaśniać lecz ja jej nie chciałam słuchać. Wyprosiłam ją z pokoju i założyłam słuchawki na uszy i zaczęłam słuchać muzyki. Miałam kompletnie gdzieś moją rodzine która nawet nie pomyśli o tym jak ja się czuje. Robią wszystko bez mojej zgody. Mam tego dość. To wszystko jest nie do zniesienia. 
Obudziłam się w środku nocy. Była 2 nad ranem. Tak , musiałam zasnąć. Jednakże zdziwiło mnie to , że nie miałam tego dziwnego snu. Może to i lepiej ? Zeszłam po schodach na dół i nalałam sobie soku pomarańczowego do szklanki. Upiłam łyk i wróciłam na górę. Położyłam się na łóżku i patrzałam w sufit myśląc co teraz będzie. Czy odnajde się w zupełnie innym miejscu ?
Piosenka której słuchała Gwen




Rozdział 2 ~ Wiecznie inna.


Pożegnałam się z przyjaciółmi i weszłam do domu. Zdjęłam buty i udałam się powolnym krokiem do kuchni. Było nadzwyczaj cicho. Hmm.. Coś musiało się stać albo pojechali na zakupy. Zastałam Alice która siedziała na blacie i spoglądała w podłogę. Nie miałam pojęcia o co jej mogło chodzić. Przecież ona nigdy się tak nie zachowuje. Zawsze to ona jest tą z poczuciem humoru. Chyba , że naprawdę coś się stanie. 
- Cześć, już wróciłam. - Powiedziałam i usiadłam na krześle. 
- Ooo Gwen , nie zauważyłam cię. - Odparła tak jakby nic nie było na rzeczy.
- Alice , co się dzieje? 
- Jak to ? Nic się nie dzieje.- Odpowiedziała 
- Nie udawaj , że nic ! Mnie nie nabierzesz ! Jesteśmy rodzeństwem i powinnaś czuć się zobowiązana do tego aby mi mówić wszystko ! 
- Pogadamy o tym później. Jak wróci Joe bo poszedł na zakupy. 
- Dobra. - Burknęłam i poszłam do swojego pokoju. 
Położyłam torbę obok łóżka i się położyłam. Przeleżałam godzine na myśleniu o dzisiejszym śnie i gapieniu się w sufit. Postanowiłam wejść na laptopa i zobaczyć co ciekawego słychać na fb. 
Zobaczyłam zieloną kropke przy imieniu Justina i nawet nie zdążyłam do niego napisać bo zrobił to pierwszy. 
J-Hej Gwen. 
G-Cześć Justin  
J-Co się stało? Powiedz mi. Wiesz , że możesz mi zaufać. Nie zniosę tego jak chodzisz przygnębiona i widać , że coś cię gryzie. 
G-Ale nic się nie stało. Po prostu mam dzisiaj zły humor. 
J-Mnie nie oszukasz. Jesteśmy przyjaciółmi do cholery. 
G-Spotkajmy się o 19 w parku. 
J-Ok 
Wyłączyłam laptopa i zeszłam na dół aby coś zjeść. Akurat do domu wszedł mój bratl. W końcu dowiem się o co chodzi. Słyszalam jak moje rodzeństwo ze sobą gada a gdy zeszłam na dół niespodziewanie zamilkli. 
-Dobra. Koniec tego ! Gadać o co chodzi ! 
-Bo my... Gwendolyn wyprowadzamy się. 
-Że co ?! Nie możecie mi tego zrobić ! Mam tu przyjaciół , szkołe ! 
-Nie masz tu nic do gadania ! Alice znalazła dobrą oferte pracy i już za 2 dni stąd wyjeżdzamy. Możesz zacząć się pakować. 
-Nienawidzę was ! - Krzyknęłam i zalana łzami uciekłam do pokoju. Zamknęłam drzwi na klucz aby nikt nie mógł do niego wejść i rzuciłam się na łóżko. Nie wiem ile czasu minęło zanim przestałam płakać ale wydawało się jakby to była wieczność. Nagle przypomniałam sobie o Justinie i szybko wbiegłam do łazienki. Była godzina 18:30. Zdąże się wyszykować. Spojrzalam w lustro. Wyglądałam jak 7 nieszczęść. Zmazałam pośpiesznie makijaż i nałożyłam nowy. Ubrałam na siebie czarna bluze i czarne rurki. Schowałam do kieszeni telefon i ruszyłam szybko na dół. Założyłam buty i poszłam szybkimi krokami do parku. Było tu strasznie ciemno. Spojrzałam na telefon. Dochodziła 19 a Justina jeszcze nie było. Usiadłam na ławce i zaczynałam się trochę bać. Nagle poczułam chłód na karku. Od razu zrobiło mi się jakoś zimniej. Naciągnęłam bardziej rękawy. Po chwili poczułam jak ktoś mnie łapie za ramie i zobaczyłam przyjaciela. 
- Hej. - Przywitał się. 
- Hej.- Odparłam z uśmiechem. 
Siedzieliśmy chwilę w ciszy aż w końcu postanowiłam wydusić to z siebie , jednak znowu on mnie wyprzedził. 
- Płakałaś ? 
- Tak. Ale to nie o tym chce teraz rozmawiać. Bo widzisz... Od pewnego czasu mam sny z pewnym chłopakiem. Dzisiaj w nocy...( Opowiedziałam mu cały swój sen ) Jakoś się o niego martwię chociaż wiem , że nie powinnam bo na pewno go sobie po prostu zmyśliłam i możesz wziąść mnie za wariatkę ale to wydaje się takie realne. 
- Oh Gwen. Nie wiem co mam o tym myślec ale nigdy nie uznałbym cię za wariatkę. - Uśmiechnął się. 
- Dziękuje za wszystko Justin. - Powiedziałam ze łzami w oczach. 
- Cii.- Przytulił mnie. 
- Wyjeżdzam. 
- Co ? Jak to ? 
- Alice znalazła we Francji lepszą prace i wyjeżdzamy za 2 dni. Tak bardzo nie chce. 
- Nie mogę w to uwierzyć. Będę bardzo tęsknić. Nie wiem co ja bez ciebie zrobie. 
Wtuliłam się bardziej w bruneta i żadne z nas już się więcej nie odezwało... 



sobota, 19 kwietnia 2014

Rozdział 1 ~ Wiecznie inna.

Bieglam przez las omijając drzewa ktorych bylo tu pełno. Tak na prawdę nie znalam celu ale wiedzialam ze musze uciekac. Nie wiedzialam tak do konca przed czym ale czy to ważne ? Gdy czuje się niebezpieczeństwo to nikt nie pyta o co chodzi tylko po prostu ucieka. A moze uciekam przed samą sobą ? Wszystko jest możliwe. Nazywam się Gwendolyn Jones a o to jest moja historia. -Gwendolyn ! Uciekaj ! - krzyczal z daleka mój towarzysz. Nie moglam pozwolić na to by go złapano. Nie moglam go tak po prostu zostawić. Mimo ze znam go tylko z moich snów , zależalo mi na nim i wiedziałam że musze uratować jego i siebie. To byl moj cel. Bieglam ile sił w nogach. Bylam calkiem zdyszana. Wiedziałam ze on juz nie daje rady i w koncu bedzie musial sie zatrzymav zebym to ja mogla uciec. Ale ja na to nie pozwole. Czulam się taka bezpieczna gdy byl blisko mnie. Moze i jestem nienormalna ale tak juz na mnie wpływał tajemniczy chlopak ze snu. Mimo ze bardzo chciałam a moje płuca byly wykończone , Bieglam. Dla niego. Nasza ucieczka trwala juz moze z dobre 30 min 
-Nie poddawaj sie Gwen ! Wiem ze potrafisz ! - krzyczal do mnie chłopak. Jego slowa poparly mnie na duchu i wiedzialam ze nie mogę się poddac. Obróciłam sie w jego strone lecz popelnilam wielki błąd . Nie zauważyłam gałęzi która byla przedemna i juz mialam upadac gdy on mnie złapał. Pociągnął mnie za reke i zaczęliśmy biec dalej. Niespodziewanie z krzaków wyskoczyli oni i złapali jego. Krzyczal ze mam stąd uciekac lecz nie chciałam tego słuchać . Nie moglam go tak po prostu zostawić. Mimo ze znam go tylko ze snu. Oddalał się odemnie . Znikał mi z punktu widzenia gdy gwałtownie obudził mnie budzik.Bylam cala mokra i przepocona. Jak ja nienawidzę tych glupich snów!
- Krzyczałam w myślach.
-Pieprzony budzik! - wydarlam sie i rzucilam nim o sciane. 
- Gwendolyn co ty tam robisz? ! I uwazaj na słowa !- krzyknela moja kochana ssiostrzyczka Alice. Czujecie ten sarkazm? 
- Budzik mnie wkurza! I do tego jeszcze Ty! Musisz mi psuć humor od samego z rana? ! 
I tak bym miała popsutty humor ale ona go tylko pogorszyła . 
-Zamknij się tam gowniaro! - wtrącił się mój brat. Prychnelam. Mysli ze moze mi rozkazywac to grubo się myli bo ja niedam sobą pomiatac! Wkurzona juz się nie odezwalam i ruszylam powolnym krokiem do łazienki. Na szczęście mialam ja łączona z pokojem i tylko dla siebie. Ściany w niej były ciemnego bordowego koloru zmieszane z czarnym. Podłoga byla ognisto czerwona. Kochalam ta łazienkę. Mogłabym w niej caly dzien siedzieć. Zdjęłam z siebie ubrania i Weszlam pod prysznic. Ciepła woda spływała po moim nagim ciele. To mnoe uspokaja. Po 10 minutach wyszlam i zaczelam szykować się do szkoly. Wlosy zostawilam rozpuszczone i tylko je rozczesalam. Nalozylam delikatny makijaż i wrocilam do pokoju. Stanęłam przed ogromna szafa i wybieralam ciuchy co przychodziło mi z trudem gdyż nie wiem w co się ubrać. Po dlugim namyśle założyłam to ( zdj na dole) . Wzielam torebkę z książkami i innymi rzeczami potrzebnymi i zeszlam na dol. Usiadlam naburmuszona przy stole i zaczelam jesc z rodzeństwem sniadanie . Były to kanapki z nutella. Gdy zjadlam odlozylam talerz do zlewu ,założyłam trampki, oznajmiłam ze wychodzę i ruszylam prosto do szkoły wraz z moja przyjaciółka Eve która czekala na mnie pod domem. Zauważyła ze coś się dzieje ale ja ja zbylam i powiedzialam ze nic się nie stało. Po paru minutach znajdowałam się już w szkole. Pierwszą miałam matematyke. Nienaiwdziłam jej. Nie to , że jej nie umiałam ale wkurzała mnie nauczycielka. Zawsze musiała się mnie czepić. Dzisiaj na przykład poszło o to , że niby jej nie słucham. Gdy lekcje się skończyły usiadłam na schodach przed szkoła i czekalam na Eve i Justina. Justin to również mój przyjaciel . Jesteśmy nierozłączni. 
Bardzo się zamartwiałam snem. Nie wiedziałam co się z nim stało. Oczywiście chodzi mi o chłopaka. Po 15 minutach przyszłi moi przyjaciele i ruszyliśmy razem do domu iż mieszkamy blisko siebie i zawsze ze sobą wracamy. Jednak nie wiedziałam co mnie czeka gdy do niego dojde.. 


czwartek, 17 kwietnia 2014

PROLOG



O to historia o pewnej dziewczynie. Nazywa się Gwendolyn Jones.Ma 17 lat. Pochodzi z Angli. Jej rodzice zginęli w śmiertelnym wypadku. Dziewczyna od tego zdarzenia nie jest już taka sama. Kiedyś była pełna radości i pasji. Teraz jest zagubioną nastolatka. Wychowują ją rodzeństwo. - Alice , 19 lat. Joe- 20 lat. 
Pewnego dnia jej życie zmienia się o 180c. Co czeka biedą Gwendolyn w innym miejscu z innymi ludźmi? 


Na zdj jest Gwen