środa, 1 października 2014

Rozdział 4 - Wiecznie Inna.

Obudziłam się z niechęcią o 9 nad ranem. Dzisiaj nie idę do szkoły bo muszę się niestety pakować. Już za pare godzin mnie tu nie będzie. Wyjadę do zupełnie innego miejsca. Usiadłam na skraju łóżka wpatrując się ze smutkiem w podłogę. Dlaczego musiało to spotkać akurat mnie ? Nie chce się rozstawać z przyjaciółmi. Westchnęłam i podeszłam do szafy z ciuchami. Dlugo zastanawiłam się nad tym w co się ubrać ale w końcu wybrałam i poszłam do łazienki. Ściągnęłam ubrania i weszłam pod prysznic. Umyłam się i wyszłam po 15 minutach. Nie suszyłam włosów bo wiedziałam , że po krótkim czasie mi wyschną. Nałożyłam delikatny makijaż i ubrałam  : To : poczym wyszłam z łazienki. O 11 miała być u mnie Eve. Musiałam spędzić ten czas z nią. Będę tak strasznie tęsknić. Nie wiem nawet czy jestem w stanie bez niej wytrzymać. Zeszłam na dół i zastałam tam znienawidzoną siostre. Zrobiłam sobie kanapki i nalałam soku do szklanki. Usiadłam przy stole jedząc śniadanie. 
Było strasznie cicho bo żadna z nas się nie odezwała. Nie miałam nawet ochoty z nią gadać. Spojrzałam na telefon i już miałam wychodzić z domu gdy Alice mnie zatrzymała,
- Gwen , przykro mi. Nie miej do mnie żalu. Tak po prostu będzie dla nas lepiej.- Powiedziała ze smutną miną.
- Nie Alice. Wcale nie będzie lepiej ! Przynajmniej nie dla mnie. - Wycedziłam przez zęby i wyszłam z domu trzaskając przy tym drzwiami. Miałam już tego dość. Nikt nie liczy się z moim zdaniem. Kierowałam się w stronę parku. Musiałam trochę od reagować. Usiadłam na ławce i zatoczyłam się w swoich myślach. Puściłam muzykę i zaczęłam nucić.
" Zanim odejdę, Nim odejdę stąd , 
Chwyć za rękę mnie , chwyć za rękę mą.
Pójdziemy razem tam , 
Chaos nigdy nas nie dosięgnie "
Poczułam jak ktoś siada na ławce obok mnie. Spojrzałam w prawo i zobaczyłam Justina który był jakiś przybity. 
- Co tu robisz ? - Zapytałam.
- Poszłem sie przejść i ... Zauważyłem ciebie. - Odparł zmieszany.
- Okej. 
- Okej ? 
- Okej. 
Przysunęłam się bliżej chłopaka i oparłam głowę na jego ramieniu. Przez ułamek sekundy poczułam bezpieczeństwo. Tak. Tak właśnie działał na mnie mój przyjaciel. Czułam się przy nim bezpieczna. 
- Justin ? 
- Tak ? - Uśmiechnął się.
- Będę strasznie tęsknić. - Powiedziałam a po moim policzku spłynęła łza. 
Złapał mnie rękami po obu stronach mojej twarzy i otarł mi kciukiem łzę..
- Ja za tobą też , Gwen. - Po tych słowach pocałował mnie czule w czoło. 
Był taki opiekuńczy i kochany. Wtuliłam się w niego i siedzielismy w ciszy przez kilka minut. Spojrzałam na telefon. Była godzina 10:13. Pora się zbierać. 
- Muszę już iść. - Powiedziałam i zerwałam się z miejsca.
- Odprowadzę cię.- Odpowiedział i objął mnie ramieniem. Tak ruszyliśmy w stronę mojego domu. Niektórzy mogą myśleć , że jesteśmy parą ale Jus jest dla mnie jak brat. To moja druga rodzina. Zawsze jest przy mnie w trudnych chwilach i mogę na niego liczyć tak jak na Eve. Nie to co moje prawdziwe rodzeństwo które myśli tylko o swojej dupie. Dotarliśmy na miejsce po paru minutach. Trwało to dłużej niż zwykle ponieważ szliśmy spacerem. Pożegnałam się z przyjacielem i dałam mu buziaka w policzek po czym weszłam do domu i od razu udałam się na górę. Postanowiłam jeszcze poczytać książke " Delirium " . Nudziło mi się więc i tak nie miałam nic innego do roboty. Niedługo po tym przyszła Eve. Pomogła mi się spakować. Gdy skończyłysmy była 14 a za godzinę jadę. Opadłam zmęczona na łózko. Obok mnie położyła się Eve. 
- Jak myślisz ... odnajde się tam ? - Zapytałam przyjaciółki.
- Nie wiem Gwen. - Powiedziała smutno.- Ale na pewno zdobędziesz wielu znajomych. Jesteś wspaniałą osobą. 
Już nie wytrzymalam i poczułam jak łzy strumieniami leciały mi po policzkach. Przytuliłam się do przyjaciółki i za wszelką cene nie zamierzałam jej puszczać. Ona od razu odwzajemniła uścisk i poczułam mokrą ciecz która spływała po jej twarzy. Biedna Eve. 
Leżałyśmy tak do 14:55. W końcu musiałam ją puścić. Wzięłyśmy walizki i zeszłam powoli na dół. Oni czekali przed autem. Rozejrzałam się ostatni już raz po pomieszczeniu i wyszłam z domu , zamykając go na klucz. Te wszystkie chwile spędzone tutaj owładnęly mój umysł. Myśl , że ktoś inny będzie tutaj teraz przeżywał swoje nowe przeżycia , wcale mnie nie pocieszała. 
Joe spakował moje walizki do bagażnika i wsiadl razem z Alice do samochodu. Przytulilam mocno przyjaciółke. 
- Kocham cię Eve. - Wyznałam. 
- Ja ciebie też. - Odparła płacząc wraz ze mną. 
Po chwili dołączył do nas Justin i jego też mocno przytuliłam. 
- Do zobaczenia.- Powiedziałam smutno do przyjaciół i wsiadłam do pojazdu.
Teraz zaczynam nowe życie w innym miejscu...


KOM <3



1 komentarz:

  1. Cóż.
    Było kilka błędów, ale stylistyka przypada mi do gustu, choć odrobinkę lakoniczna.
    Bardzo podoba mi się pomysł na bloga.
    Czekam ;*
    I zapraszam, komentarze mile widziane.
    http://this-love-is-forbidden.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń