Obudziło mnie donośne pikanie budzika. Oh, dzisiaj rozpoczęcie roku. Mineły 3 dni od kąd tu jestem. Przez ten czas nie robiłam nic ciekawego. Najwięcej czasu spędzałam z siostrą na zakupach i w pokoju. Tutaj rok szkolny zaczyna się parę dni później niż w Angli dzięki czemu miałam te 3 dni wolnego. Niechętnie podniosłam się z łóżka i weszłam do garderoby w której wybrałam odpowiednie ciuchy. Popędziłam do łazienki i opłukałam twarz zimną wodą po czym zaczęłam się malować. Po wykonaniu makijażu, ubrałam na siebie przyszykowany strój i zrobiłam sobie fryzure. Spojrzałam w lustro, i cóż. Nie jest tak źle. Zrobiłam sobie zdjęcie i wysłałam swojej przyjaciółce. Wzięłam wszystkie potrzebne rzeczy i zeszłam na dół gdzie siedziała moja siostra. Usiadłam do stołu i zaczęłam zajadać się naleśnikami.
- Dzisiaj Joe'go nie będzie na noc. - Oznajmiła. - Ma dużo pracy i zostaje w biurze.
- Okay. - Odpowiedziałam.
Nie robiło dla mnie różnicy czy on będzie czy też go nie będzie. Nie spędzamy ze sobą czasu i praktycznie wcale nie rozmawiamy. Mojego brata za bardzo pochłonęła praca.
- Podoba ci się Benjamin? - Zapytała przez co zachrztusiłam się piciem.
- Zgupiałaś? To tylko kolega. - Przewróciłam oczami.
- Od tego się zaczyna. - Mruknęła.
- Alice, nie jesteś moją matką żebym ci mówiła jak jest. Od tego mam Eveline. - Burknęłam i wstałam do stołu. - Wychodzę ! - Krzyknęłam i zniknęłam za drzwiami.
Do szkoły mam 20 minut drogi więc nic mi się nie stanie jak się przejdę. Włączyłam muzykę i zaczęłam cicho śpiewać. Niespodziewanie poczułam jak ktoś łapie mnie za ramie przez co gwałtownie odskoczyłam. To był Benjamin, mój nowy przyjaciel.
- Porąbało Cię?! Wiesz jak mnie wystraszyłeś?! - Naskoczyłam na niego a on wybuchł śmiechem. - Jeszcze raz takie coś będzie miało miejsce a zrobie ci takie paranormal activity, że się posrasz. - Warknęłam i ruszyłam przed siebie.
- Nie denerwuj już się tak bo złość piękności szkodzi. - Dorównał mi kroku.
- Mi już nie zaszkodzi.
- Co ty w ogóle gadasz? - Złapał mnie za rękę i obrócił ku sobie. Wyrwałam mu swoją dłoń i pokręciłam ze zrezygnowaniem głową po czym zaczęłam iść. - Gwendolyn ! - Próbował mnie zatrzymać.
- Zostaw mnie, Ben. - Próbowałam go zwabić.
- Posłuchaj mnie. - Szedł obok mnie. - Jesteś śliczną dziewczyna i nie waż się tak więcej gadać.
- Bo co mi zrobisz? To moje zdanie i nie będziesz mi rozkazywać.
- Widocznie twoje zdanie jest złe.
- O co my się w ogóle kłócimy? - Przystanęłam i spojrzałam na niego. - Chodź już bo się spóźnimy. - Mruknęłam.
Po 10 minutach doszliśmy pod znienawidzony przez wszystkich budynek. Gdy przekroczyliśmy przez próg większość osób zwróciło na nas uwagę. Nie wiedziałam o co może im chodzić.
- Na co oni się tak gapią? - Szepnęłam do bruneta.
- Na nas. - Cicho się zaśmiał.
- Cześć Benjamin. - Powiedziało pare dziewczyn.
- Ale dlaczego? O co tu chodzi? - Dopytywałam.
- Jestem popularny. - Przyznał.
- Ty co? - Zdziwiłam się. - Nie zadaje się już z tobą. - Mruknęłam i weszłam do sekretariatu.
Za biurkiem siedziała blondynka w okularach. Jej wzrok nie należał do najlepszych.
- Dzień dobry. - Przywitałam się.
- Czego sobie życzysz? - Wzdrygnęłam się na ten głos.
- Przyszłam po kluczyk do szafki. Jestem nową uczennicą. Gwendolyn Jones.- Przywitałam się.
- Ach tak, podejdź tutaj. - Wyjrzała z nad papierów. Zrobiłam to co chciała i podała mi rzecz po którą przyszłam. - Mam poszukać kogoś aby oprowadził cię po szkole?
- Nie, nie trzeba. Już zdążyłam zakolegować się z jednym uczniem, więc mi wszystko pokaże. - Uśmiechnęłam się lekko. - Dowidzenia. - Pożegnałam się i wyszłam. Z ulgą odetchnęłam ale po chwili zostałam przyparta do ściany.
- Co ty robisz? - Podniosłam głos. - Najadłeś się jakiś chalucynków czy coś?
- Dlaczego nie chcesz się ze mną zadawać? Co z tego, że jestem poplurany, Gwenny? - Zapytał ze smutkiem w oczach. Gwenny. Nikt nigdy tak do mnie nie mówił.
- Przecież ja żartowałam. - Widocznie wziął to na poważnie.
- Ty wredoto ! - Zaczął mnie gilgotać ale bez skutecznie.- Dlaczego się nie śmiejesz? - Zdziwił się.
- Nie mam łaskotek. - Wzruszyłam ramionami i poszłam przed siebie.
Dziewczyny porzucały mi nienawistne spojrzenia. Oh, czuje, że nie będzie fajnie. Benjamin dogonił mnie po chwili. Doszliśmy do naszej klasy i weszliśmy do środka. Czyli nie będzie apelu. Uśmiechnęłam się zadziornie. Spojrzenia wszystkich wylądowały na nas. Przełknęłam ślinę po czym powiedziałam: dzień dobry: do nauczycielki i usiadłam z chłopakiem w ostatniej ławce.
- Jesteś Gwendolyn , tak? - Uśmiechnęła się do mnie.
- Tak, proszę pani. - Odparłam niepewnie.
- Więc dzieciaki powitajcie naszą nową uczennice.
Niektórzy patrzeli na mnie z gniewem, inni się uśmiechnęli i przywitali a jeszcze inni patrzyli w niedowierzeniu. Dziwni są ci ludzie. Nauczycielka podała nam plany lekcji po czym zaczęła nas wprowadzać. Po 30 minutach wyszliśmy z klasy. Chłopak postanowił przedstawić mnie swoim znajomym więc wychodząc na zewnątrz podeszliśmy do grupki osób składających się z 3 chłopaków i 1 dziewczyny. Nie zwróciłam na nich większej uwagi.
- Cześć. - Odezwał się pierwszy Ben.
- Siema. - Odpowiedzieli chórem.
Jeden z nich pisał sms i był zapatrzony w ekran.
- Umm, to jest Gwendolyn. - Przedstawił mnie na co inni powiedzieli mi krótkie hej oprócz tego chłopaka.
- To jest Jacob, Susanne, Austin i Fabien. - Wskazywał na nich pokolei. Uśmiechnęłam się i w pewnym momencie Fabien, chłopak który wgapiony był w telefon, podniósł głowę i spojrzał wprost na mnie a ja na niego. To co zobaczyłam przeskoczyło moje najśmielsze oczekiwania. Poczułam jak brakuje mi tlenu a mój brzuch się skurczył. Wstrzymałam oddech.
- To ty. - Wyszeptaliśmy równocześnie i spojrzeliśmy na siebie jeszcze bardziej zdziwieni. To był ten sam chłopak co ze snu ! Boże ja chyba wariuje.
- Oh, to wy się znacie? - Odezwała się Susanne.
- T-tak. To znaczy nie - Odpowiedzieliśmy ponownie w tym samym czasie.
- Jak to możliwe? - Przybliżył się do mnie.
- N-niewiem. - Zająkałam się i również się przybliżyłam. Dzieliły nas centymetry. Szatyn wyciągnął dłoń aby dotknąć mojego policzka lecz w ostatniej chwili mu przeszkodzono.
- Powie ktoś o co tu do cholery chodzi? - Wtrącił Ben. Spojrzeliśmy na niego zdezorientowani.
- Sam chciałbym wiedzieć. - Odezwał się Fabien i wzruszył ramionami. Nagle stał się taki obojętny.
- To tylko sen. Zaraz się obudzę. - Powiedziałam histerycznie.
- Hej Gwenny, uspokój się. - Przeraził się mój przyjaciel i podszedł do mnie po czym złapał mnie za ramie.
- Jak ja mam się uspokoić?! - Podniosłam głos.- Koleś który do tąd cały czas mi się tylko śnił, nigdy nie widziałam go na oczy, myślałam, że to tylko moja wyobraźnia a on nagle staje przedemną i jest tak samo zdziwiony jak ja !
- Fabien ci się śnił? - Uniósł prawą brew.
- No tak ! - Krzyknęłam.
- Skąd jesteś? - Zapytał szatyn.
- Z Angli.
- To niemożliwe. - Mruknął i podrapał się po głowie. - Może kiedyś się spotkaliśmy? To znaczy ja nigdy nie byłem w Angli ani w żadnym innym kraju prócz tego ale może ty byłaś?
- Nie. Ja nigdy tutaj nie byłam.
- Jesteście dziwni. - Stwierdził Austin.
- Może zostawimy ich samych? - Zaproponował Jacob na co zmroziliśmy go wzrokiem. - Dobra, może lepiej nie.
- My już lepiej z Gwen pójdziemy. - Benjamin złapał mnie za rękę i poprowadził w stronę domu. Cholera, ja chyba majacze...
Fabien.

