sobota, 20 września 2014

Rozdział 2 ~ Wiecznie inna.


Pożegnałam się z przyjaciółmi i weszłam do domu. Zdjęłam buty i udałam się powolnym krokiem do kuchni. Było nadzwyczaj cicho. Hmm.. Coś musiało się stać albo pojechali na zakupy. Zastałam Alice która siedziała na blacie i spoglądała w podłogę. Nie miałam pojęcia o co jej mogło chodzić. Przecież ona nigdy się tak nie zachowuje. Zawsze to ona jest tą z poczuciem humoru. Chyba , że naprawdę coś się stanie. 
- Cześć, już wróciłam. - Powiedziałam i usiadłam na krześle. 
- Ooo Gwen , nie zauważyłam cię. - Odparła tak jakby nic nie było na rzeczy.
- Alice , co się dzieje? 
- Jak to ? Nic się nie dzieje.- Odpowiedziała 
- Nie udawaj , że nic ! Mnie nie nabierzesz ! Jesteśmy rodzeństwem i powinnaś czuć się zobowiązana do tego aby mi mówić wszystko ! 
- Pogadamy o tym później. Jak wróci Joe bo poszedł na zakupy. 
- Dobra. - Burknęłam i poszłam do swojego pokoju. 
Położyłam torbę obok łóżka i się położyłam. Przeleżałam godzine na myśleniu o dzisiejszym śnie i gapieniu się w sufit. Postanowiłam wejść na laptopa i zobaczyć co ciekawego słychać na fb. 
Zobaczyłam zieloną kropke przy imieniu Justina i nawet nie zdążyłam do niego napisać bo zrobił to pierwszy. 
J-Hej Gwen. 
G-Cześć Justin  
J-Co się stało? Powiedz mi. Wiesz , że możesz mi zaufać. Nie zniosę tego jak chodzisz przygnębiona i widać , że coś cię gryzie. 
G-Ale nic się nie stało. Po prostu mam dzisiaj zły humor. 
J-Mnie nie oszukasz. Jesteśmy przyjaciółmi do cholery. 
G-Spotkajmy się o 19 w parku. 
J-Ok 
Wyłączyłam laptopa i zeszłam na dół aby coś zjeść. Akurat do domu wszedł mój bratl. W końcu dowiem się o co chodzi. Słyszalam jak moje rodzeństwo ze sobą gada a gdy zeszłam na dół niespodziewanie zamilkli. 
-Dobra. Koniec tego ! Gadać o co chodzi ! 
-Bo my... Gwendolyn wyprowadzamy się. 
-Że co ?! Nie możecie mi tego zrobić ! Mam tu przyjaciół , szkołe ! 
-Nie masz tu nic do gadania ! Alice znalazła dobrą oferte pracy i już za 2 dni stąd wyjeżdzamy. Możesz zacząć się pakować. 
-Nienawidzę was ! - Krzyknęłam i zalana łzami uciekłam do pokoju. Zamknęłam drzwi na klucz aby nikt nie mógł do niego wejść i rzuciłam się na łóżko. Nie wiem ile czasu minęło zanim przestałam płakać ale wydawało się jakby to była wieczność. Nagle przypomniałam sobie o Justinie i szybko wbiegłam do łazienki. Była godzina 18:30. Zdąże się wyszykować. Spojrzalam w lustro. Wyglądałam jak 7 nieszczęść. Zmazałam pośpiesznie makijaż i nałożyłam nowy. Ubrałam na siebie czarna bluze i czarne rurki. Schowałam do kieszeni telefon i ruszyłam szybko na dół. Założyłam buty i poszłam szybkimi krokami do parku. Było tu strasznie ciemno. Spojrzałam na telefon. Dochodziła 19 a Justina jeszcze nie było. Usiadłam na ławce i zaczynałam się trochę bać. Nagle poczułam chłód na karku. Od razu zrobiło mi się jakoś zimniej. Naciągnęłam bardziej rękawy. Po chwili poczułam jak ktoś mnie łapie za ramie i zobaczyłam przyjaciela. 
- Hej. - Przywitał się. 
- Hej.- Odparłam z uśmiechem. 
Siedzieliśmy chwilę w ciszy aż w końcu postanowiłam wydusić to z siebie , jednak znowu on mnie wyprzedził. 
- Płakałaś ? 
- Tak. Ale to nie o tym chce teraz rozmawiać. Bo widzisz... Od pewnego czasu mam sny z pewnym chłopakiem. Dzisiaj w nocy...( Opowiedziałam mu cały swój sen ) Jakoś się o niego martwię chociaż wiem , że nie powinnam bo na pewno go sobie po prostu zmyśliłam i możesz wziąść mnie za wariatkę ale to wydaje się takie realne. 
- Oh Gwen. Nie wiem co mam o tym myślec ale nigdy nie uznałbym cię za wariatkę. - Uśmiechnął się. 
- Dziękuje za wszystko Justin. - Powiedziałam ze łzami w oczach. 
- Cii.- Przytulił mnie. 
- Wyjeżdzam. 
- Co ? Jak to ? 
- Alice znalazła we Francji lepszą prace i wyjeżdzamy za 2 dni. Tak bardzo nie chce. 
- Nie mogę w to uwierzyć. Będę bardzo tęsknić. Nie wiem co ja bez ciebie zrobie. 
Wtuliłam się bardziej w bruneta i żadne z nas już się więcej nie odezwało... 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz